Press "Enter" to skip to content

Bangkok – pierwsze dni

mm 0
Tęskniłem za tym miastem, kiedy byłem tu po raz pierwszy, Bangkok przeżuł mnie i wypluł, stolica różnorodności, miasto tysiąca twarzy, dla jednych początek podróży duchowej, dla innych centrum nocnej rozrywki i seksualnej turystyki.

Wychodzę z lotniska o 7 rano, po 2 nieprzespanych nocach i 2 dniach w podróży, uderza mnie spodziewana ściana ciepła, za którą tak tęskniłem. Jestem szczęśliwy, cieszę się, że w końcu dotarłem do utęsknionej Azji południowo-wschodniej, jednocześnie słaniam się na nogach ze zmęczenia, powieki robią się coraz cięższe i
marzę o łóżku. Nie mam zarezerwowanego pokoju w żadnym hotelu, więc biorę taksówkę do Khao San Road – dzielnicy backpakerskiej, z intensywnym życiem nocnym, w pobliżu, której planuję się zatrzymać. Taksówkarz jest gadułą, który słabo mówi po angielsku – to dwie cechy bardzo często spotykane u taksówkarzy w Bangkoku. Im dłużej rozmawiamy tym szybciej tracę wątek, jestem coraz bardziej zmęczony, pod koniec trasy już tylko przytakuję z grzeczności. Jest niedziela i większość hosteli jest pełna. W końcu znajduję pokój mieszczący się w budżecie i odpowiadający moim upodobaniom na Soi Rambutri, ulicy oddalonej o około 100 metrów od Khao San Road, jednak chcę się jeszcze rozejrzeć po okolicy w poszukiwaniu czegoś ciekawszego. Po około 30 minutach próbuję wrócić do hotelu, w którym wybrałem pokój – okazuje się, że hostel zniknął z powierzchni ziemi, cóż w Bangkoku budynki mają tendencję do znikania. Ostatecznie zatrzymuję się w kolejnym hotelu, zanim i ten zniknie:) 
Wiem, że jetlag jeszcze przez jakiś czas będzie dawał o sobie znać, a sposobem na ograniczenie jego objawów jest przeczekanie pierwszego dnia bez snu. Tej niedzieli jestem cieniem snującym się po pobliskich uliczkach, mam wrażenie, że oglądam film, ze sobą w roli głównej – cień próbuje pad thai’a (lokalnej potrawy), odwiedza okolicę, robi drobne zakupy i rozmawia z napotkanymi ludźmi. Wchodzi do 7/11 – sieci małych delikatesów bardzo popularnej w Azji południowo-wschodniej, kupuje kilka drobiazgów i płaci banknotem 1000 bath. Sprzedawca wydaje resztę, którą cień resztkami sił przelicza, nie może doliczyć się 100 bathów – zmęczenie myśli sobie, więc liczy raz jeszcze, nagle sprzedawca widząc, że cień potrafi liczyć, wręcza mu brakujące 100 bathów. No hard feelings – jesteśmy w Bangkoku. Wczesnym popołudniem nie mam już sił i kładę się do łóżka – przesypiam 16 godzin z krótkimi przerwami.

Trudno w kilku zdaniach opisać Bangkok, to miejsce, które można pokochać, lub znienawidzić, jest najszybciej rozwijającym się, a także, jednym z najbardziej zatłoczonych miast (z gęstością zaludnienia na poziomie 5.300 os/km2) Azji południowo-wschodniej. Wszechobecny gwar przenika ściany budynków, ulice i drzewa, zadamawia się w nich, kołysze do snu co noc i budzi każdego ranka wszystkich mieszkańców miasta. Cisza jest tutaj towarem absolutnie deficytowym, brakuje jej zarówno w parkach, jak i w „cichych” restauracyjkach. Kierowcy tuk tuków, motor-taxi, taksówkarze, sprzedawcy wszystkiego, krawcy, Birmanki, masażystki, kelnerzy, a wieczorem także prostytutki, wszyscy, absolutnie wszyscy, zabiegają o uwagę przechodniów, po kilku dniach zaczynam marzyć o chwili izolacji. Jak tylko turysta postawi gdzieś nogę, od razy słyszy dźwięk klaksonu i okrzyk taxi, taxi?! Wielu miejscowym brakuje tutaj właściwego Tajom uśmiechu, biorą udział codziennej walce o klienta, o zarobek i gdzieś po drodze gubią swoją buddyjską naturę. Z drugiej jednak strony, w Bangkoku można znaleźć wszystko, to taki świat w pigłuce, jeżeli jest coś, co chciałbyś zdobyć – prawie na pewno znajdziesz to w Bangkoku. Tutaj też większość podróżników zaczyna swoją azjatycką przygodę, tutaj lądują, odsypiają jetlag, robią zakupy i ruszają dalej, więc na każdym kroku poznaje się ciekawych ludzi, słucha ich historii, doświadczeń, planów, zawiera krótkie znajomości i długie przyjaźnie. Nawet miejscowi, mimo wszechobecnego pośpiechu starają się być mili i pomocni, taksówkarz, po tym jak już upewni się, że nie skorzystasz z jego usługi chętnie wskaże drogę pieszą do twojego celu i uśmiechnie się na pożegnanie. Myślę, że Bangkok jest jak serial „Lost” – można by o nim opowiadać w nieskończoność, ale zawsze pojawi się nowy wątek, o którym nie pomyślałeś…J
Fajne? Podziel się z innymi.
  •  
  •  
  •  

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *